Mateusz Żuchowski
Jestem dziennikarzem motoryzacyjnym, publikuję w największych polskich magazynach i portalach internetowych. Komentuję wydarzenia przemysłu samochodowego w ogólnopolskich mediach.
RSS
Blog > Komentarze do wpisu

New York auto show 2012

Rzut oka na obecny stan rynku samochodowego za Oceanem.

Trwające właśnie targi samochodowe w Nowym Jorku są ciekawe z kilku względów. Co prawda nie byłem na nich osobiście, ale zdjęcia i przekazy medialne wystarczą, aby dojść do kilku ważnych obserwacji i wniosków.

Po pierwsze istotny jest już sam fakt, że o targach w Nowym Jorku mówimy. Wyraźnie widać zmieniający się rozkład sił wśród amerykańskich motor show: o ile jeszcze nie tak dawno niepodzielny prym wiodło Detroit, o tyle w miarę osłabiania tego miasta (w tym przypadku akurat pogorszenie sytuacji miejscowych producentów samochodów bezpośrednio przekłada się na kondycję wszystkich mieszkańców) producenci coraz większym zainteresowaniem darzą targi w Nowym Jorku, Las Vegas i Los Angeles. 

Interesujący jest także dobór modeli, które zostały tam wystawione - np. europejscy producenci przywieźli tu zupełnie inne modele ze swojej gamy, niż na o wiele bardziej zachowawcze i eleganckie targi genewskie. O ile na naszym podwórku promowane były przede wszystkim kompaktowe serie 1 i 3 BMW, nowe A3 i klasa A, a postrzegane na Starym Kontynencie jako ostentacyjne serie 7 i A8 przemycono gdzieś na tyłach, o tyle w krainie potrójnych hamburgerów i Coli XXL Niemcy wyciągnęli swoje najcięższe działa: u Mercedesa prym wiódł nowy GL, w BMW seria 6, u Audi - R8 i Q7. U tego ostatniego topowych wersji RS stało chyba więcej, niż podstawowych.

 

Audi dalej musi walczyć o swoje w USA, i robi to bez kompleksów: na stoisku królują najbogatsze wersje R8, Q7 i RSów.

 

To właśnie bogactwem wyposażenia i mocą silników - wartościami w Europie już przebrzmiałymi - marki z naszego kontynentu nadal muszą walczyć o zainteresowanie i szacunek klienta z USA, pozostając w sferze premium. Chociaż... czy zawsze? Amerykanie z trudem i powoli, ale jednak przekonują się do małych samochodów. Po nadspodziewanie dobrze przyjętym smartem i zaprezentowanym z wielką pompą Fiatem 500, teraz na podbój Nowego Jorku przybył VW Up! Wzrost udziału aut tej wielkości to ważne wydarzenie już samo w sobie, ale jest częścią większego procesu: globalny rynek motoryzacyjny przeobraża się z dopasowania do gustów i przyzwyczajeń poszczególnych nacji, kierując się ku dopasowaniu konkretnych osób. Dlatego zamiast oferować odmienne modele na poszczególnych szerokościach geograficznych, producenci wolą precyzyjniej trafić w konkretne nisze, na które odpowiadają identycznie na całym świecie. Rynek nieustannie staje się coraz bardziej globalny, unifikując gusta i potrzeby konsumentów na całym świecie. Dlatego też następne amerykańskie targi będą coraz bardziej relewantne dla Europejczyków, jako że także Wielka Trójka z Detroit będzie robić coraz więcej samochodów dotyczących właśnie nas.

 

VW Up!: czym różnią się ulice Big Apple od zatłoczonych szlaków Rzymu lub Paryża, że miałby się tutaj nie przyjąć? Niczym, ale kierowców po nich podróżujących dzieli przepaść. Choć się zmniejsza.

 Amerykanie dopasowują się do Europejczyków, ale i Europejczycy do Amerykanów - Lotusy chcą być bardziej lanserskie i ekskluzywne. Czekamy na product placement w kolejnej piosence Lil' Wayne'a.

 

Jednak najważniejszym wydarzeniem całych targów był dla debiut nowej nowojorskiej taksówki - było to wydarzenie symboliczne pod wieloma względami i o randze gospodarczej wykraczającej daleko poza bramy tego miasta. Nowym Yellow Cab jest znany od pewnego czasu Nissan NV200, dostosowany do potrzeb mieszkańców Manhattanu i okolic specjalnym wyposażeniem. W porównaniu do ciągle pozostających w powszechnej świadomości klasycznych Checkerów, trudno o większy skok cywilizacyjny: z budowanego w USA krążownika szos beztrosko wspartego na pancernej ramie ciężarówki napędzanego przez paliwożerne V8, ku japońskiemu vanowi produkowanemu w Meksyku, pod maską którego pracuje mikroskopijny jak na tamtejsze standardy dwulitrowy R4. Sentymenty Amerykanów ku wielkim, pływającym limuzynom - jeden z ostatnich bastionów odmienności na globalnym rynku motoryzacyjnym - powoli odchodzi do lamusa. Czy to oznacza, że na Route 66, Miami Beach i w Kalifornii nie ma już miejsca na Escalade'y i Fordy F-150? Na pewno jeszcze jest, ale teraz obok nich bez kompleksów zaczną się pojawiać samochody o wiele mniejsze i na wskroś nieamerykańskie.

 

 

I na koniec ciekawostka - największe emocje na targach wywołał samochód, który wcale się na nich nie pojawił. Ba, nawet jeszcze w ogóle nie istnieje. Wystarczyła tylko lakoniczna zapowiedź o planach wprowadzenia tego samochodu do sprzedaży, by Jaguar F-type był na ustach wszystkich. Pomimo że E-type skończył swój żywot już blisko 40 lat temu, jego legenda przez cały czas jest bardzo żywa, także w USA. Ten trik marketingowy dobrze obrazuje, jak producenci obecnie przygotowują się do premiery nowych modeli - ich promocja zaczyna się coraz wcześniej, a ciekawość jest podsycana zdjęciami uchylającymi kolejne rąbki tajemnicy, krótkimi filmami i kontrolowanymi wyciekami zdjęć i rysunków do prasy.

 

 Pierwsze zdjęcia Jaguara F-type, czyli gra w kotka i myszkę pomiędzy producentami a klientami wprowadzona na nowy poziom.

 

Zdjęcia: UnitedPictures, materiały prasowe producentów.

piątek, 06 kwietnia 2012, mateusz.zuchowski

Polecane wpisy

Komentarze
marekatlanta71
2012/04/07 05:08:25
Z przyjemnością przeczytałem ten wpis, bo pokazuje on NYC Auto Show w zupełnie innym świetle niż tutejsze gazety (Car & Driver, AutoWeek itp.). Gdybym miał na podstawie czytania wyłącznie amerykańskich źródeł powiedzieć co było największą premierą, to bez wahania powiedziałbym że nowy SRT Viper. Do grona $100K supercars wchodzi nowy konkurent, Chevrolet z Vette Zr1 oraz Nissan z GT-R pewnie nie śpią po nocach ;). Dużo się też mówi o nowym Chevrolecie Impala. Jaguara wspominano, ale raczej na marginesie. Wzmianek o taksówce nie zauważyłem.

W sprawie "niespodziewanie dobrego przyjęcia Smarta" - o ile się nie mylę to Smart w USA sprzedaje się bardzo kiepsko, Fiat 500 też nie święci triumfów. Ale trudno się dziwić, oba te samochody są mniejsze od wózka na zakupy w Costco.

Także nie mogę się zgodzić z twierdzeniem że "Sentymenty Amerykanów ku wielkim, pływającym limuzynom - jeden z ostatnich bastionów odmienności na globalnym rynku motoryzacyjnym - powoli odchodzi do lamusa" - na NYC Auto Show zaprezentowano trzy samochochody które są właśnie tymi pływającymi, wielkimi limuzynami: Toyota Avalon, wspomniany wcześniej Chevrolet Impala oraz Lexus ES. Prezentowany był także Cadillac XTS - następca DTS'a.
-
2012/04/07 12:37:19
Dziękuję za kolejny komentarz. Targi chciałem zaprezentować ze strony bardziej przydatnej z perspektywy europejskiej gospodarki, dlatego świadomie pominąłem wiele premier, które dla rynku amerykańskiego, a nawet i całej motoryzacji, są bez wątpienia ważne - jak bardzo ciekawe Infiniti LE bazujące na Nissanie Leaf, które świadczy o tym, że Leaf jest dopiero początkiem ofensywy Nissana, a nie jej zwieńczeniem. Nowy Viper to także bardzo ciekawa premiera, także z perspektywy trendów w motoryzacji - podczas gdy Europejczycy mówią, że nie da się już uciec od doładowanych mikroskopijnych trzy- i czterocylindrowców, Amerykanie dumnie prezentują silnik o pojemności 8,4 litra... Trudno o większą różnorodność. Niemniej pominąłem go ze względu na mały stopień innowacyjności, no i wielkiego wpływu na rynek też nie będzie mieć.

Jaguar może rzeczywiście jest bardziej wspominany w europejskich mediach, niemniej bardzo podoba mi się ta sytuacja, gdzie udało się zdobyć takie zainteresowanie modelem, który jeszcze nie istnieje :)

Co do smarta to rzeczywiście, skupiłem się tylko na jednej z faz sprzedaży - historia wyglądała tak, że najpierw na próbę sprowadzono krótką serię smartów, które rozeszły się nadspodziewanie dobrze. I to ten etap miałem na myśli. Nie dodałem, że zachęcony tym wynikiem Roger Penske ściągnął tą markę na stałe, ale jak się okazało smarty są fajne jako jednorazowy trik, ale na seryjną sprzedaż jest jeszcze za wcześnie. Niemniej kilkadziesiąt tysięcy sztuk się w sumie w USA sprzedało - z perspektywy tamtejszego rynku mikroskopijna ilość, z perspektywy produkcji smarta - poważny udział.

I jeszcze łącznie odnośnie informacji o autach małych i krążownikach - oczywiście, w jeden sezon czy dwa nie zmieni się kilkudziesięcioletnich przyzwyczajeń jednego z największych rynków na świecie. Auta jak Avalon albo Impala - albo także prezentowany po raz pierwszy tutaj Nissan Altima, drugie najlepiej sprzedające się auto osobowe w USA w zeszłym roku - jeszcze długo będą tutaj dominować. Ale trzeba odnotować pojawianie się samochodów małych i ich coraz poważniejsze traktowanie przez Amerykanów. Nawet jeśli jeszcze przez 2-3 lata będą pojawiać się od święta jako ciekawostka, to i tak niewiele nas dzieli od momentu, kiedy ich segment będzie miał ważny udział w tamtejszej sprzedaży. Amerykańscy producenci też o tym wiedzą i już przygotowują samochody takiej wielkości - w uprzywilejowanej pozycji jest teraz Chrysler, który może korzystać z świetnych zdolności w tym zakresie Fiata. Namacalną już teraz zapowiedzią tych zmian jest podobny udział w rynku niektórych samochodów po obydwu stronach Atlantyku - Hondy CR-V, Toyoty Corolli, wkrótce bardzo ważny dla tamtego rynku Ford Fusion będzie identyczny z Mondeo po stronie europejskiej. Czas na unifikację kolejnych segmentów.